Jedną z najbardziej inspirujących książek, które przeczytałam była niewielka w objętości, ale potężna w przekazie, pozycja „Człowiek w poszukiwaniu sensu” Viktora Frankla. Jedno z największych odkryć, które opisuje po przeżyciu faszystowskich obozów śmierci, jest to, że „między bodźcem a reakcją jest przestrzeń. W tej przestrzeni tkwi nasza siła wyboru reakcji. A w naszej reakcji tkwią nasz rozwój i nasza wolność”. Tym cytatem mogłabym podsumować o czym jest książka Susan David „Sprawność emocjonalna”. To przewodnik po tym, jak czerpać z własnych emocji i żyć w zgodzie ze sobą.
Sprawność emocjonalna pozwala z jednej strony mierzyć się z trudnościami, jakie niesie życie, z drugiej pozwala na elastyczną relację z otaczającym nas światem, który zmienia się coraz szybciej. Nie jest absolutnie życzeniowym i wiecznie pozytywnym myśleniem. Nie jest także „nieodczuwaniem negatywnych emocji”. Ani „zarządzaniem emocjami” lub ich nieokazywaniem. Wg autorki sprawność emocjonalna „pozwala nam być w chwili bieżącej, aprobując lub modyfikując nasze zachowania, tak byśmy prowadzili życie zgodne z naszymi intencjami i wartościami. Nie ma tu mowy o ignorowaniu trudnych emocji i myśli. Chodzi o to, by mniej kurczowo się ich trzymać, ze śmiałością i zrozumieniem patrzeć im w oczy, a potem przekraczać je, tak by w życiu mogły zaistnieć większe rzeczy.”
Susan David układa lekturę w 4 etapy sprawności emocjonalnej i dogłębnie opisuje działanie każdego z nich, aby przejść ze stanu „na haczyku” do stanu „w pełnym rozkwicie”:
1/ przyjdź i stań twarzą w twarz
2/ zrób krok w bok
3/ pójdź za swoim „dlaczego”
4/ idź do przodu.
Stan „na haczyku” to naturalny stan naszego mózgu, który w poszukiwaniu sensu, nadawania znaczeń temu co widzi, słyszy i czuje, automatycznie tworzy sądy i opinie. Te uznając za „prawdziwe fakty” zabarwiamy reakcją emocjonalną i reagujemy „adekwatnie”. Z powodu myśli w głowie automatycznie reagujemy np. „Myślałem, że to ona powinna zrobić pierwszy krok, więc nie dzwoniłem”. Albo posługujemy się starymi, dawno nieaktualnymi przekonaniami, które sprawiają, że reagujemy w danej sytuacji zupełnie nieskutecznie, ponieważ wiele lat temu taka reakcja działała na naszą korzyść.
Zerwanie się „z haczyka” przybiera z reguły trzy możliwości:
– wstrzymywanie – próba zablokowania nieprzyjemnych emocji, zajęcie się praktycznymi zajęciami, które pomagają odciągać uwagę. Szczególnie jak towarzyszy temu przekonanie, że istnieją „negatywne emocje”, że są one oznaką słabości, albo że są „niewłaściwe” w danej sytuacji, która racjonalnie przecież, nie powinna takich uczuć wywoływać;
– roztrząsanie – zanurzanie się w emocjach, aby zająć się dogłębnie problemem, naprawdę go zrozumieć. Niestety podobnie jak wstrzymywanie pochłania mnóstwo energii, ostatecznie jest wykańczające i bezproduktywne;
– otwartość – do wszystkich uczuć podchodzimy z zainteresowaniem, akceptacją i bez oceny. W tej trzeciej możliwości otwiera się realna szansa na zerwanie „z haczyka”.
I tu przechodzimy do pierwszego etapu sprawności emocjonalnej: „przyjdź i stań twarzą w twarz”.
„What the funck?” – sprytna literówka użyta w tym pytaniu zamienia je w „jaka to funkcja” aby skierować naszą uwagę na przyjrzenie się czym jest emocja, którą czujemy jaki jest jej cel? Co mówi? Co uświadamia? Co jest skryte pod smutkiem, frustracją albo radością? Danie sobie przyzwolenia na odczucie emocji, zatrzymanie, aby zrozumieć ją zanim zareagujemy jest bezcenną chwilą. „Jednym z największych triumfów, jakie może odnieść człowiek, jest postanowienie, by zrobić w swoim sercu miejsce zarówno dla radości, jak i dla smutku; oswoić się z niewygodą. Chodzi o to, by unikać osądów, że uczucia są „dobre” lub „złe”, ale uznawać, że po prostu „są”. Ten ogromny przymus naszego współczesnego świata, który nam każe od razu działać, coś robić, zarządzać, niestety powoduje, że odbieramy są bezcenną chwilę na refleksję i zrozumienie co mówią nam nasze emocje.
„Zrobienie kroku w bok” to kolejny etap, który pozwala na przyjrzenie się sobie, swoim uczuciom z innej perspektywy. Jakby stanięcie obok. Zdolność do wytworzenia metaperspektywy, spojrzenia z lotu ptaka, pozwala zobaczyć sytuację w szerszym kontekście, ujrzeć inne aspekty rzeczywistości wcześniej przykryte, mamy szansę na zyskanie nowej wiedzy co odczuwamy, jak spostrzegamy emocje innych osób.
Ta szczelina między bodźcem a reakcją, w której oglądamy samego siebie jest przedsionkiem do salonu zwanym „pójdź za swoim „dlaczego”.
Jak opisuje autorka jest to sztuka życia zgodna z naszymi wartościami. Odkrycie tego co pozwala nam odczuwać sens i satysfakcję oraz postępować zgodnie z tymi wyborami, jest jednym z kluczowych kroków do budowania sprawności emocjonalnej. Nie jest łatwo o te odkrycia w świecie owładniętym „zaraźliwością społeczną”. Postępujemy zgodnie z obowiązującym nurtem, nie odróżniamy co jest naszą decyzją, a co narzuconą lub bezwiednie przyjętą przez nas społecznie oczekiwaną „normą”.
Wartości, jakkolwiek poważnie nie brzmi to słowo, to nasze indywidualne priorytety, zapewniają nam wewnętrzną stabilność, spójność i poczucie sensu. Bardzo mi się podoba lista ich cech, świetnie ujmuje czym są:
- Przede wszystkim są wybrane dobrowolnie, a nie narzucone;
- Są drogowskazem, a nie ograniczeniem;
- Przybliżają nas do życia, które chcemy prowadzić;
- Nie są celami do zrealizowania, ale czymś trwałym, co nam stale towarzyszy;
- Uwalniają nas od porównywania się z innymi – i ten punkt lubię najbardziej.
Bo wartości pozwalają nam czuć się wolnymi i jak podsumowuje w ostatnim etapie sprawności emocjonalnej autorka: „iść do przodu”.
Pod koniec lektury trafiamy na rozdział o „Sprawności emocjonalnej w pracy”. Bardzo użyteczna lektura dla wszystkich, którzy mierzą się z żonglowaniem obowiązkami w życiu prywatnym i zawodowym, tkwią w przekonaniu, że praca to nie miejsce na trudne myśli i uczucia, a ich okazywanie jest wysoce nieprofesjonalne. Bez względu na to, jak bardzo się to kłóci z zasadami biologii. Świat nasz raczej piętrzy przed nami wyzwania, Niepewność i zmienność są jego immanentnymi cechami. Oznacza to, że potrzeba odporności, umiejętności interpersonalne i elastyczność są niezbędne by móc rozwijać satysfakcjonujące życie zawodowe.
Nie raz czytając tą książkę miałam myśl: jak ważne jest dobre wychowanie naszych dzieci, aby sprawność emocjonalna była rozwijana na równi z innymi. Naprzeciw temu wychodzi prawie ostatni rozdział książki „Wychowywanie sprawnych emocjonalnie dzieci”.
Książka Susan David jest dobrą, rzetelną pozycją, syntetycznie przedstawiającą ważność umiejętności takich jak: samoświadomość swoich emocji, samoregulacja, czyli umiejętność zarządzania nimi, zidentyfikowanie swoich wartości, rozumienie uczuć innych osób i umiejętności społeczne. To wszystko składa się na sprawność emocjonalną, bez której nie jest możliwe bycie spełnionym.
Moim zdaniem ta lektura to świetna pozycja „uzupełniająca” do poukładania sobie wiedzy w tym obszarze. Nie jest moim zdaniem wystarczająca do samodzielnej pracy, nie zawiera wiele praktycznych ćwiczeń czy wskazówek, więc warto ją uzupełnić o inne lektury, szkolenia czy pracę 1:1 z ekspertem w tej dziedzinie.
