Taka praca nie ma sensu, czyli jak zarządzać swoją energią

„Taka praca nie ma sensu” przekonują autorzy: Tony Schwartz, Jean Gomes i Catherine McCarthy w książce o tym, jak zarządzać swoją energią i energią zespołów w organizacjach. Wydana 14 lat temu a w 100% nadal aktualna!

Podoba Ci się ten artykuł? Podziel się nim:

„Taka praca nie ma sensu” przekonują autorzy: Tony Schwartz, Jean Gomes i Catherine McCarthy w książce o tym, jak zarządzać swoją energią i energią zespołów w organizacjach. Wydana 14 lat temu a w 100% nadal aktualna!

Wpadliśmy w obłędny pośpiech, który szkodzi kreatywności, jakości, zaangażowaniu, przemyśleniom i wynikom. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu „bierzemy udział w syzyfowym wyścigu, którego i tak nie jesteśmy w stanie wygrać”, a ścigamy się z wiecznie przerastającą nas listą „to-do”. Koszty takiego podejścia są gigantyczne dla jednostek, organizacji i społeczeństwa. Autorzy przytaczają badania firmy konsultingowej Towers Perrin, przeprowadzone w latach 2007-2008 w 18 krajach na 90 tys. pracownikach. Wykazano dzięki nim, że tylko co piąty pracownik czuł się w pełni zaangażowany w pracę. A jeżeli mamy dowody na to, że
zaangażowanie wprost przekłada się na wyniki firmy to…. Huston mamy problem! Wiemy, że pandemia COVID-19 jeszcze pogorszyła te wyniki zaangażowania pracowników w organizacjach, zatem co robimy źle i jakie jest na to antidotum?

Otóż antidotum jest paradoksalnie bardzo proste, zwykle zupełnie przez nas lekceważone: zadbanie o odpowiedni poziom energii fizycznej, emocjonalnej, umysłowej i duchowej. Dzięki temu zadbamy o 4 istotne potrzeby człowieka w organizacji: równowagi, bezpieczeństwa, samorealizacji oraz uznania.

Już na pierwszych stronach mamy przekonywujące argumenty, że podejście, które stosujemy w pracy: czyli liniowe, kompletnie przeczy ludzkiej naturze. Człowiek nie jest komputerem, nie działa linearnie, ale w cyklach mobilizacji i regeneracji, które przeplatają się wzajemnie. Bez odpowiedniej regeneracji, z odpowiednią częstotliwością, nie ma ani kreatywności, ani refleksji, ani możliwości złapania nowej perspektywy. Autorzy dowodzą, że „wybitne wyniki wymagają nie tylko rytmicznego przechodzenia od pracy do odpoczynku, ale także czerpania energii z różnych źródeł”.

Niestety zwykle jesteśmy tak zajęci pracą, pochłonięci goniącymi nas zadaniami i terminami, że zdecydowanie za rzadko dajemy sobie prawo do zatrzymania. A tylko w tym zatrzymaniu możemy poszukiwać i odnajdywać to, na czym nam naprawdę zależy, gdzie wierzymy, że warto inwestować czas i energię.

Całość pracy nad tym zagadnieniem musi się jednak rozpocząć od samoświadomości – nas samych jak i liderów organizacji. Zdumiewające jest jak ludzie nie łączą oczywistych kropek albo totalnie lekceważą oczywiste zależności. I pierwszy krok, który czeka każdego, kto chce lepiej opanować siebie w pracy i zarządzać swoją energią, jest zmierzenie się z brutalną prawdą jak postępuje, co robi a czego nie robi dla zachowania równowagi. Strach przed tym co zobaczymy bywa paraliżujący i niestety często powstrzymuje nas przed przyjrzeniem się jak postępujemy i jakie środowisko pracy tworzymy dla swoich zespołów. „Wolimy tracić energię na racjonalizowanie, minimalizowanie i usprawiedliwianie naszych konformistycznych zachowań.”

Nie pomaga w tym bynajmniej jeszcze „nieznośna automatyzacja bytu”, ponieważ czy chcemy czy nie 95% naszych wszystkich zachowań to nawyki. Uświadomienie więc sobie, co trzeba zmienić to jedno, ale wprowadzenie tych zmian to kolejne wyzwanie, z którym trzeba się będzie zmierzyć. Ale warto – bo nagroda w postaci lepszego życia i satysfakcji z pracy jest nie do przecenienia.

Najbardziej lubię w tej książce prostą prawdę o „wyczuciu pulsu”. Wszystkie procesy w naszych organizmie zachodzą rytmicznie: „puls serca, fale mózgowe, temperatura ciała, ciśnienie krwi, poziomy hormonów. (…) Fundamentalną potrzebą człowieka jest wykorzystywanie i odnawianie energii”. Nie może istnieć jedno bez drugiego. A środowisko w jakim funkcjonujemy często kieruje się etosem zajętości i szybkości działania, które pomylono z produktywnością. Niektórzy nawet nazwali to pięknie i poetycko „kulturą zapierdolu”.

Gdybyśmy wyszli naprzeciw ludzkiej naturze i wzięli pod uwagę, że po mobilizacji musi przyjść regeneracja, że po intensywnym wysiłku umysłowym, powinien być wysiłek innego rodzaju, że stan „flow” w którym jesteśmy najbardziej produktywni ma szansę zaistnieć, jeżeli robimy przerwy, to mielibyśmy nie tylko lepsze samopoczucie, ale zdecydowanie wyższą efektywność naszych działań.

Tak się jednak nie dzieje, dlaczego? Co myślisz o koledze, który w biurze stoi sobie z kubkiem kawy gapiąc się w okno? Co w pierwszej sekundzie przychodzi Ci do głowy jak usłyszysz, że koleżanka w środku dnia, postanawia przerwać pracę, aby godzinę spędzić na siłowni? Co myślisz widząc dwie śmiejące się osoby na korytarzu, zrelaksowane wymieniające uwagi o ostatnim odcinku ich ulubionego serialu? No i słynny żart „wychodzisz o 17:00? a co masz pół dnia wolnego?”

A z drugiej strony, jeżeli masz ogromną potrzebę się skupić, zanurzyć w ważnym projekcie i popracować samodzielnie – czy nie masz kłopotu ze znalezieniem sprzyjającego miejsca do pracy w biurze? Czy masz wpływ na swój kalendarz na tyle by sobie taki czas zapewnić? Na ile masz prawo się wyłączyć w ciągu dnia pracy, aby nikt Ci nie przeszkadzał?

To jest właśnie kultura pracy, którą każdy z nas (tak! Każdy z nas tworzy dla siebie, swoich zespołów i całej organizacji), która może wspierać, albo niestety nie wspierać zarządzanie energią. Można zorganizować setki treningów, webinarów czy innych eventów dotyczących well-beingu, ale jeżeli nie zacznie się naprawdę zmieniać sposobu pracy, tak naprawdę nic się nie zmieni.

W książce znajdziecie prawdy oczywiste. Tak będzie o prawidłowym odżywaniu, o ważności ruchu fizycznego, tak będzie też o długości snu. To co jednak nie pozwoli się Wam prześlizgnąć po tym obojętnie, to ogrom wyników badań i eksperymentów, które dowodzą, jak to wpływa na poziom energii i dobrostan człowieka. Naprawdę trudno po przeczytaniu takiej porcji danych pozostać dalej obojętnym na te argumenty.

To co ważne – energia fizyczna jest tu przedstawiona jako fundament, bez którego nie będzie możliwe zasilanie pozostałych źródeł energii emocjonalnej, umysłowej i duchowej.

Na szczęście w ostatnich latach bardzo wiele się mówi o emocjach, inteligencji emocjonalnej i czasy, w których emocje zostawia się za drzwiami, ich okazywanie to oznaka słabości i braku panowania nad sobą, przeszły do lamusa (albo właśnie przechodzą). Nadal mamy wiele do zrobienia, szczególnie w aspekcie wyrażania złości, frustracji czy zniecierpliwienia. Zbyt często liderzy i menedżerowie w organizacjach sobie z tym nie radzą, to znaczy okazują to w sposób niekonstruktywny swoim zespołom. Nie powoduje to wcale wzrostu motywacji ani chęci do działania. Tak – można tym sposobem osiągnąć krótkotrwałą mobilizację w zespole (napędzaną przez strach), ale „im większe napięcie, tym większa szkoda dla naszego myślenia i naszych wyników (…) im większy strach tym bardziej ograniczone zdolności poznawcze mózgu”. Tak – o mózgu jest wiele, myślę, że gdyby ta książka pisana była dziś, byłoby jeszcze więcej, bo odkrycia neuronauki w ostatnich latach są spektakularne. Wiemy coraz więcej o działaniu mózgu, jego wpływie na cały organizm oraz całego organizmu na mózg.

Co ważne wiemy już, że multi-tasking to mit. Niestety ilość rozpraszaczy jaką sobie fundujemy rośnie w zastraszającym tempie. Mam wrażenie, że po pandemii COVID-19, gdy wzrosła intensywność pracy zdalnej, wszelkiego rodzaju narzędzia i technologia zaczęła zarządzać nami, zamiast my nią. Coraz trudniej nam się skupić, potrzebujemy krótszych, prostszych treści, podanych w formie krótkich zdań i filmików. Jak wielu z Was doszło do tej linijki tekstu? Ciekawa jestem jak wielu zamknęło artykuł sekundę po otwarciu z myślą „o matko, jaki długi, nie chce mi się”. Jak Tobie się udało – gratulacje pochwal się w komentarzu proszę!

Wiemy też jak rozwijać kreatywność, jak pobudzać nasz umysł do nieoczywistych rozwiązań, połączeń, jak aktywować „prawą półkulę”. Tak przy okazji – tym także często zajmujemy się w procesie coachingowym, co bardzo pomaga w kreowaniu rozwiązań i pomysłów na przyszłość.

Czemu o tym wszystkim wspominają autorzy książki? A dlatego, że współczesne organizacje raczej nie zachęcają pracowników do czasu głębokiego skupienia, co sprzyja kreatywności oraz innowacyjności. Tak jakby energia umysłowa mogła być budowana wyłącznie na setkach spotkań, w których w kółko uczestniczymy. Niestety tak nie jest. Stąd taki wzrost wszelkiego rodzaju kursów mindfulness, które pozwalają zapanować nad rozproszonym umysłem.

W książce pojawia się „propozycja nowej wartości” – lider zostaje mianowany przez autorów „dyrektorem do spraw energii”, którego zadaniem jest „pozyskiwanie, mobilizowanie, inspirowanie, ukierunkowywanie i zupełnianie energii podwładnych”. Ufff… brzmi dość przytłaczająco prawda? Duże wymagania stawia się przed liderami, faktycznie, nasze oczekiwania wobec „jakości zarządzania zespołami” rosną z każdą dekadą, więc konieczność rozwijania umiejętności zarządzania energią własną jak i zespołów stanowi podstawową umiejętność każdego lidera.

Ostatnią energią, o którą każdy z nas musi dbać jest obszar nazwany w tej książce „duchowością” choć ja pewnie raczej nazwałabym go „poczuciem misji”, czyli czerpanie energii z poczucia celu wyższego niż realizacja własnych interesów. „Najskuteczniejsza pielęgnacja duchowej energii polega na przeplataniu wewnętrznej pracy nad definiowaniem wartości i refleksją nad nimi z zewnętrzną pracą nad realizacją swoich intencji w codziennych zachowaniach.” Częstą przyczyną zmiany pracy jest zgubienie „poczucia sensu”. Dlatego jeżeli nie dbamy o to, aby nasze indywidualne wartości były w pracy realizowane, finalnie nie będziemy w stanie znaleźć w niej satysfakcji.

Myślę, że wspaniałym podsumowaniem całej książki powinno być to zdanie „Żadna praca automatycznie nie narzuca celu ani też nie wyklucza znalezienia go. To nie pełniona rola daje poczucie celu, ale nasze podejście do pracy.

Autorzy przygotowali pozycję, która diagnozuje problem, wyjaśnia przyczyny, ale co ważne przedstawia również propozycje rozwiązań, które zostały wdrożone i przetestowane w organizacjach. Jednym słowem – to jest konkret, który można śmiało replikować. Bardzo podoba mi się szersze spojrzenie na zagadnienie i wyważenie między potrzebami współczesnych organizacji, ale przede wszystkim także nas – ludzi, nie tylko pracowników, ale osób, które pełnią jeszcze wiele innych ról społecznych i próbują to wszystko pogodzić.

Czytając tą pozycję byłam zdumiona jej aktualnością, gdzie 14 lat w biznesie to obecnie bardzo długo. Myślę nawet, że zawarte w niej koncepcje jeszcze zyskały na znaczeniu po pandemii COVID-19 gdzie komunikacja online, rozwój digitalizacji jeszcze przyspieszyły nasz świat. Pozycja ta w mojej biblioteczce zyskuje najwyższą pozycję, ponieważ zainspirowała mnie do dalszych poszukiwań wiedzy w tym obszarze.

Podoba Ci się ten artykuł? Podziel się nim:

Zapisz się na newsletter

Interesujesz się procesem zmiany? Zainspirowało Cię co robi inChange i chcesz pozostać w kontakcie?

Wsparcie dla Ciebie, zespołu i organizacji w procesie zmiany – osobistej, biznesowej i organizacyjnej.

Poznaj przestrzeń rozwoju, transformacji i adaptacji.

0 m² lasów

jest chronionych dzięki inChange