Presja produktywności w cztery tysiące tygodni naszego życia

“Przeciętne życie ludzkie jest absurdalnie, przerażająco, obrzydliwie krótkie” pisze Oliver Burkeman w swojej książce „Cztery tysiące tygodni”. Mamy w swoim życiu przeciętnie ich dokładnie tyle. Z każdą mijającą niedzielą o 1 tydzień mniej.

Podoba Ci się ten artykuł? Podziel się nim:

Pozycja Olivera Burkemana traktuje o micie produktywności i przymusie osiągania rezultatów, jako chorobach, które toczą ludzkość i zabierają nam radość życia. „Niemalże cała historia ludzkości dowodzi, że ludzie bogacili się by wyłącznie po to, żeby pracować mniej”, a niestety okazało się to, o ironio, pułapką!

Nigdy nie doczekamy dnia, w którym nareszcie będziemy mieć wszystko pod kontrolą, spełnimy oczekiwania wszystkich i swoje własne wobec siebie. Wdrażanie kolejnych pomysłów, które mają poprawić wydajność prowadzą wyłącznie do jeszcze większej ilości pracy do ogarnięcia.

Pułapka wydajności w jakiej tkwimy sprawia, że celów i oczekiwań przybywa, mimo, że wdrażamy coraz więcej narzędzi, które paradoksalnie miały nam pomóc. Pomyślcie – wdrożenie pracy zdalnej i możliwość spotkania on-line, czyż nie pojawiła się myśl „zaoszczędzimy czas na dojazdach do biura!”… i co? Co się stało z tym zaoszczędzonym czasem? Obecnie mamy maile, czaty, aplikacje na telefonie, laptopie, czy to wszystko sprawia, że jest nam łatwiej? Możemy mieć więcej czasu na to co ważne?

Sprawy ważne. Właśnie! Ciągle je odkładamy na ten moment, kiedy już wszystko co pilne będzie zrobione, bo wymagają przecież odpowiedniej uwagi, koncentracji i przestrzeni. Dlatego czyścimy „przedpole” w nieskończoność inwestując czas w zadania pilne i dla „kogoś”. Tylko to się zwykle nigdy nie kończy. Taka chwila nie nadchodzi.

Orientujemy się mniej więcej w połowie naszego życia, zwykle inspirowani przez zetknięcie ze śmiercią bliskiej osoby, wiadomością o poważnej chorobie lub wypadku, że nasze własne życie jest skończone. Wydarzenie takie czasem na moment, a czasem na dłużej zmienia nasze nastawienie do tej części „czterech tysięcy tygodni”, która nam pozostała. Nabywamy nową perspektywę dla tego co jest ważne i co naprawdę się dla nas w życiu liczy. Zdarza się, że przewartościowujemy swoje życie.

Zatem wiedząc, że ten „właściwy moment” na sprawy ważne nigdy nie nadejdzie, jakby tak każdego dnia poświęcić choć chwilę na to co dla nas najistotniejsze? To jedyny sposób by zaczęło się to w naszym życiu wydarzać. Pogodzenie się z faktem, że nie da się zrobić wszystkiego, że de facto nasze życie składa się z umiejętności mówienia „nie” wielu tematom, rozumiejąc, że mamy tylko jedno życie, pozostaje nam ograniczenie ilości zadań i skupienie na ich mniejszej liczbie.

Chorujemy na „kiedy-wreszcie” grzęznąc w przeświadczeniu, że istnieją jakieś warunki, po których spełnieniu wreszcie poczujemy się spełnieni, szczęśliwi i gotowi by zająć się tym co ważne. Niektórzy tak całe życie czekają na emeryturę… zapracowując się na śmierć. Dosłownie. Uzupełniając ten czarny obraz beznadziei, odpoczywanie też zepsuliśmy. Jest ono promowane jako sposób na odbudowanie „wydajności” i zawsze musi być „spędzone produktywnie” albo „służyć samorozwojowi”. Czynności ateliczne, czyli bez celu, niedokończone, są zwykłym lenistwem, które samo w sobie zawiera już negatywne skojarzenia prawda?

Żeby nie pozostawić nas w głębokiej depresji po przeczytaniu tej lektury, na szczęście pod koniec pojawia się trochę nadziei i wskazówek, takich jak: cierpliwość by sprawy biegły swoim tempem, umiejętność mówienia nie i odpuszczania. To są supermoce, które pomogą nam skupić się na najważniejszym. Autor zachęca nas też do szczerej odpowiedzi i poniższe pytania (które przytaczam bez zmian):

1/ W jakim obszarze życia albo pracy dążysz obecnie do zmniejszenia dyskomfortu, mimo że sytuacja wymaga, by się z nim pogodzić?

2/ Czy oczekujesz od siebie spełnienia nierealistycznych standardów produktywności i wydajności i oceniasz się przez pryzmat porażki w tym zakresie?

3/ Pod jakimi względami nie pogodziłeś się jeszcze z faktem, że jesteś tym, kim jesteś, a nie osobą, którą sądzisz, że powinieneś być?

4/ W których obszarach życia nadal wstrzymujesz się, aż poczujesz, że wiesz co robisz?

5/ Co zmieniłbyś w sposobie spędzania życia, gdybyś nie przejmował się tak bardzo, czy twoje działania osiągną zamierzony cel?

Następnie otrzymujemy 10 wskazówek, które mają nam pomóc oderwać się od przekonania, że da się „zarządzić” czasem, przywrócić radość z chwil i życia tu i teraz, obniżyć lęk. Nie będę ich przytaczać, aby dla tych, którzy postanowią po książkę sięgnąć zostawić trochę radości z odkrywania tej lektury.

Jak na książkę, która się reklamuje jako „Czas na twoje życie. Przestań próbować robić wszystko i zajmij się tym, co się liczy”, oczekiwałabym większego zrównoważenia objętości poświęconej na udowadnianie jak niezdrowa jest pułapka produktywności vs co znaczy „co się liczy” i jak to rozpoznać, czemu autor akurat za wiele miejsca nie poświęcił. Aczkolwiek chciałabym docenić fakt, że O.Burkeman mocno podkreśla wagę rezygnowania i odpuszczania w świecie, który tak mocno kładzie presję na dostarczanie rezultatów, podnoszenie oczekiwań i ciągły wzrost. Przeliczenie naszego życia na cztery tysiące tygodni jest także dość mocno otwierającym oczy odkryciem i brzmi inaczej niż to, że żyjemy przeciętnie 80 lat.

Podoba Ci się ten artykuł? Podziel się nim:

Zapisz się na newsletter

Interesujesz się procesem zmiany? Zainspirowało Cię co robi inChange i chcesz pozostać w kontakcie?

Wsparcie dla Ciebie, zespołu i organizacji w procesie zmiany – osobistej, biznesowej i organizacyjnej.

Poznaj przestrzeń rozwoju, transformacji i adaptacji.

0 m² lasów

jest chronionych dzięki inChange