Nie oceniaj książki po okładce
Gdy zobaczyłam tytuł książki „Pokochaj siebie” od razu w głowie zapaliła mi się myśl: Oho! Kolejny poradnik w stylu jak żyć, napisany w oparach indyjskiego kadzidełka w hamaku. Pewnie przez kobietę, która w trakcie kryzysu wieku średniego postanowiła raczyć świat swoimi mądrościami. A wdzięcznie brzmiący podtytuł: „Uwolnij się od negatywnego myślenia i ciesz się pełnią życia” brzmiał jak najlepsza reklama dobrej pasty do zębów obiecującej filmową biel twoim zębom.
I to tyle szydery i ironii… głównie z samej siebie i swoich uprzedzeń. Mówi się: „nie oceniaj książki po okładce” a mi się to spektakularnie udało. Kolejna cenna lekcja. Że stereotypy w głowie trzymają się świetnie. Automatyzm i szufladkowanie działają w moim umyśle bez zarzutu.
Książka napisana przez mężczyznę – Dr Wayne W. Dyer. Psychologa, wykładowcę, autora bestsellerów. „Pokochaj siebie” była jego debiutem. Opublikowana po raz pierwszy 1976 roku, czyli prawie pół wieku temu!
Od razu powiem, że uważam ją za świetną lekturę. I słowo „świetną” nie oznacza: ani przyjemną ani łatwą. Nie ma nic wspólnego z lekkim poradnikiem, który jest naszpikowany okrągłymi zdaniami, ładnie brzmiącymi, ale w sumie zupełnie pustymi. To mocna, konkretna lektura, po której czujesz dyskomfort.
Prosty przepis na życie… za prosty
Dlaczego dyskomfort? Autor pisze prosto. Konkretnie. Bez owijania w bawełnę. Momentami – bezlitośnie. Zdania są mocne i bezpośrednie. Przebija przez nie silne przekonanie, które nie pozostawia przestrzeni na polemikę. Działa jak dobre espresso – pobudzająco i mobilizująco. Ten przekaz, pełen sprawczości i klarowności, jest otrzeźwiający. Jak dobra rozmowa z przyjacielem, który zawsze ci powie prawdę prosto w oczy.
Podzielę się kilkoma zdaniami dla przykładu:
„Musisz uwierzyć we własną umiejętność wyboru i kontrolowania tego, co, kiedy i w jaki sposób odczuwasz w każdej chwili swojego życia.”
„Uczucia to reakcje, na które ty się sam decydujesz.”
„Tylko ty decydujesz o tym, jakie myśli powstają w Twojej głowie”.
„Musisz pozbyć się potrzeby bycia aprobowanym!”
„Jeżeli wierzysz w siebie, to nie istnieje nic, czego nie byłbyś w stanie zrobić”.
I jak się czujesz po tej próbce? Prawda, że brzmi to prosto? Rach-ciach i twoje życie jest uzdrowione. Wystarczy zastosować kilka prostych zasad.
Rozwojowy dekalog – 10 głównych zasad by pokochać siebie
„Pokochaj siebie” to 10 głównych zasad, których zastosowanie uwolni cię od niepotrzebnego cierpienia, pozwoli cieszyć się pełnią życia.
- Jesteś odpowiedzialna/y za swoje emocje
Twoje samopoczucie zależy od Ciebie – nie od innych ludzi, nie od sytuacji zewnętrznych. Reagujesz, bo wybierasz tę reakcję.
- Masz w sobie błędne wzorce, które sabotują Twoje życie
To nieświadome wzorce myślenia i emocji: poczucie winy, wstyd, zależność od aprobaty, strach przed porażką itp.
- Poczucie winy i niepokój to bezużyteczne emocje
Wina żyje przeszłością, zmartwianie się – przyszłością. Żadna z nich nie poprawia Twojej teraźniejszości. Obie to emocjonalna strata energii.
- Nie potrzebujesz cudzej aprobaty, by być wartościowy/a
Uznanie z zewnątrz nie może być podstawą Twojej tożsamości. Potrzeba aprobaty to jeden z największych sabotażystów wolności.
- Nie jesteś tym, co myślisz, że „musisz” robić
Tu pojawia się słynna „muszturbacja” – czyli wewnętrzne przymusy typu „muszę być lepszy/a”, „muszę być idealny/a”, „muszę spełniać oczekiwania”.
- Przestań grać role społeczne – bądź sobą
Nie jesteś matką, żoną, menedżerem, Polakiem, katolikiem – jesteś człowiekiem. Przypisane role mogą ograniczać Twoją autentyczność.
- Unikaj zachowań autodestrukcyjnych, które Cię ograniczają
Odkładanie na później, perfekcjonizm, uciekanie od odpowiedzialności – to nawyki, które można porzucić, jeśli sobie je uświadomisz.
- Strach przed nieznanym to iluzja
Lęk przed zmianą wynika z braku wiary w siebie. Skok w nieznane może być początkiem życia bez ograniczeń.
- Nie jesteś ofiarą swojej przeszłości ani wychowania
Twoje dzieciństwo to fakt, ale nie wyrok. Możesz przejąć stery – bez potrzeby szukania winnych.
- Możesz wybrać szczęście – tu i teraz
Życie to nie próba generalna. Szczęście nie jest nagrodą za cierpienie – to stan umysłu, który można praktykować codziennie.
Trudna polemika – gdy książka nie głaszcze Cię po głowie
Siłowałam się wielokrotnie z tymi stwierdzeniami. Odkładałam książkę. Wracałam do niej. Polemizowałam. Nie zgadzałam się. W mojej głowie krzyczało zdanie: „ale to nie jest takie proste!”
Gdy czytasz: „Ludzie inteligentni nigdy nie przeżywają załamań nerwowych, bo potrafią siebie kontrolować”, to trudno Ci się z tym zgodzić. To zbytnie uproszczenie i pominięcie całej wiedzy i nauki (którą mamy teraz) o procesie zmiany, traumie, itp.
Trzeba wziąć poprawkę na to, że książka została napisała prawie pół wieku temu. Wtedy przełamywała tabu. Dziś nie uwzględnia kilka ważnych, znanych nam już obszarów. Przez co może wydawać się zbytnim uproszczeniem.
Autor śmiało stawiając tezy nie przytacza żadnych badań ani nie odwołuje się do żadnych źródeł swoich stwierdzeń. Sprawia to, że książce bliżej do kategorii „motywacyjnych poradników” niż mocnej pozycji psychologicznej.
Język jakim się autor posługuje z jednej strony jest przystępny i prosty. Ale momentami staje się moralizatorski, zbyt pewny siebie, aż irytujący.
Wayne W. Dyer nie ma dla czytelnika empatii. Nie pogłaska Cię po głowie i nie przyzna, ojej… masz ciężko. Tylko przywoła Cię do porządku i powie być się jednak ogarnął. I to szybko.
I najważniejsze co mnie w tej książce boli – to zupełne pominięcie procesu zmiany, który jest nie tylko bolesny ale i bardzo trudny dla wielu z nas. Nawet jeżeli wiesz, że powinieneś/ powinnaś inaczej to to za mało by tak zacząć myśleć i działać. Przekaz w stylu: „jeżeli cierpisz to znaczy, że tak wybierasz” jest po prostu krzywdzący, upraszczający i pomijający całą wiedzę jaką mamy z psychopatologii, dotyczącą traum, uwarunkowań społecznych i kontekstu relacyjnego. Paradoksalnie może to prowadzić do pogłębienia cierpienia i poczucia winy!
Mocne espresso – dobry kopniak by wyjść na drogę ku sobie
Mimo tej polemiki uważam „Pokochaj siebie” za świetną lekturę. Zadziałała na mnie jak mocne espresso. Uderzyła w moje poczucie sprawczości, zmotywowała do wzięcia większej odpowiedzialności za kilka obszarów. Bezwzględnie demaskuje obciążające przekonania, z łatwością odkryjesz, kiedy kłuje mocniej i szybko zrozumiesz: dlaczego. Lekka ironia i humor ułatwią Ci strawienie takiej dawki mocnych stwierdzeń.
Jeżeli nałożymy na nią pewien filtr pamiętając, kiedy była pisana, to można ją potraktować jako świetną inspirację. Dobra lektura na początek drogi do pokochania siebie.
