Pisanie recenzji tej książki nie przyszło mi łatwo. Podobnie jak jej lektura. Niewygodna, bo trafia w czułe punkty, otwiera na niełatwe przemyślenia, zmusza do refleksji. Momentami chciałam polemizować, wdać się w dyskusję. Niektóre stwierdzenia autora są jednoznaczne, radykalne, często trudne do udźwignięcia, nawet jeżeli się z nimi zgadzamy. Na przykład: „Gdybyśmy zaczęli postrzegać fakt istnienia wielu chorób nie w charakterze okrutnego zrządzenia losu lub wrednej zagadki, lecz raczej spodziewanej, a zatem normalnej konsekwencji nienormalnych, nienaturalnych okoliczności, miałoby to przełomowe implikacje dla naszego podejścia do wszystkiego, co ma związek ze zdrowiem”.
Przez długi czas lektury „Mit normalności. Trauma, choroba i zdrowienie w toksycznej kulturze” mierzymy się opisem skutków doświadczeń naszego życia i ich oddziaływania na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. To trudna część książki, bo widzimy ogrom czynników, z którymi przyszło nam się borykać w dzisiejszej cywilizacji. Moment pocieszenia i nadziei znajdziemy w ostatnim rozdziale, ale dotrwanie do niego łatwe nie jest.
Moją pasją jest nałogowe czytanie książek. Inspirują, dają odmienną perspektywę, zachęcają do spojrzenia na świat oczami innej osoby, otwierają na nowe opinie i doświadczenia. Zapraszają do niezwykłych historii, pozwalają zanurzyć się na chwilę w równoległym świecie i wrócić ze świeżym myśleniem… brzmi jak definicja coachingu, którym także zajmuję się z pasją.
Zblendowanie ich obu skutkować będzie polecajkami książek, po które z jakiś powodów uważam, że warto sięgnąć w wolnej chwili. Książkę poddaję całkowicie subiektywnej opinii wyrażonej na końcu artykułu liczbą gwiazdek. Oczywiście możesz mieć zupełnie inne zdanie na temat polecanej lektury i chętnie się dowiem jakie.
Mityczne pojęcie normalności
Wydaje się oczywistym stwierdzenie, iż człowiek jest jednością ciała, umysłu i psychiki oraz że jest nierozerwalnie związany ze środowiskiem, z którego się wywodzi. Prawda? Żadne odkrycie.
A spójrzmy na to zdanie przez pryzmat naszych własnych doświadczeń dotyczących zdrowia i leczenia. Ówczesna medycyna zaczęła przypominać ideologię i rozmija się z podstawową i powszechną wiedzą empiryczną. Jakże mnie to zdanie autorów książki, Dr. Gabora Maté oraz Daniela Maté ujęło! „Obecny paradygmat medyczny (…) sprowadza złożone zjawiska do czystej biologii i oddziela umysł od ciała, zajmując się prawie wyłącznie jednym albo drugim, z pominięciem ich zasadniczej jedności. Wada ta (…) poważnie ogranicza możliwości czynienia dobra przez naukę medyczną”. Ile razy wychodząc od lekarza miałam wrażenie, że ta wizyta była na wysokim poziomie absurdu. Tak. To mocne słowa, ale mam wrażenie, że zachodnia medycyna (oczywiście nie ujmując jej ogromnych zasług) doprowadziła do tego, że żywego człowieka dzieli się na oddzielne układy i narządy, niepowiązane ze sobą i nie mające ze sobą wiele wspólnego. Oddzieliliśmy psychikę od ciała tak bardzo, że nie dopuszczamy do głosu dowodów empirycznych, jak mocno są ze sobą powiązane. I nawet nas nie dziwi, że lekarz rzadko o coś pyta, a o kwestie doświadczeń, przeżyć czy sytuacji nigdy. To jeden z przykładów jak wiele w naszym społeczeństwie uchodzi za normalne, a nie jest ani zdrowe, ani naturalne.
Trudne pytanie dzisiejszych czasów: co czujesz?
Nie dysponuję statystykami na ten temat, ale byłabym gotowa się założyć, że pytanie „co czujesz” może być dla wielu osób niezwykle trudne. „Co myślisz” nie stanowi już takiego wyzwania.
Nieumiejętność odpowiedzi na to pytanie wynika wg autorów z odłączenia umysłu od ciała. I tu zaczyna się źródło naszych chorób, cierpień i życiowych dramatów. Zwykle wydarza się to wcześnie w naszym życiu i wynika z doświadczeń, z którymi nie mamy umiejętności albo możliwości poradzić. Autorzy przypisują to pojęciu „traumy”, które obecnie niestety używane jest w nieprawidłowy sposób do wielu sytuacji. Tu trauma definiowana jest jako sytuacja, w której nie może realizować się „naturalna” reakcja organizmu na doświadczane wyzwanie. Nie ma możliwości ani walki, ani ucieczki. Wówczas organizm sięga po plan C – reakcję zamrożenia, stłumienia emocji. Niestety, gdy ten czas zamrożenia przedłuża się, nie wracamy do równowagi i to zamrożenie może utrudniać elastyczność reakcji w przyszłości. A im wcześniejsza i cięższa trauma tym te ograniczenia są dotkliwsze.
Trauma to nie tylko wielkie, dramatyczne wydarzenia (wojna, przemoc), ale także subtelne, codzienne doświadczenia, które kształtują naszą psychikę (np. brak emocjonalnej uwagi rodziców, presja dostosowania się itp.). Trauma odrywa nas od ciała, zagłusza głos intuicji, ogranicza elastyczność reakcji. Odbiera nam możliwość decyzji, która zadziewa się między bodźcem a reakcją i reagujemy odruchowo – głównie defensywnie. Trauma tworzy oparty na wstydzie wizerunek samego siebie, co często skutkuje utratą współczucia do siebie. Niestety trauma wypacza także nasz światopogląd wpychając nas w przekonanie, że świat jest taki, w jaki wierzymy. Trauma stanowi mur i odgradza nas od teraźniejszości. Powoduje, że zajmujemy się nie tym co nas pociąga, wzbogaca czy krzepi, nadaje sens, ale dlatego że te działania „unicestwiają teraźniejszość”. Przeszłość „przejmuje kontrolę nad teraźniejszością i ją pochłania”.
Myślę, że bardzo ważnym spostrzeżeniem autorów jest także to, że trauma to jest zdarzenie nie na zewnątrz nas, ale wewnątrz nas na skutek tego co się zdarzyło. I to samo zdarzenie może być źródłem traumy dla jednej osoby, co nie przesądza, że będzie i dla innych.
Jedność ciała i umysłu
Chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że ciało i umysł są ze sobą nierozerwalnie związane i wzajemnie na siebie oddziałują. Mimo to autorzy „Mitu normalności” poświęcają dużo miejsca by przytoczyć dane na ten temat. I mimo, że dla mnie teza o jedności umysłu i ciała była oczywista, przeczytanie, że z 94% trafnością lekarze byli w stanie wskazać, którzy z pacjentów chorują na nowotwór po cechach osobowości takich jak: tłumienie emocji, racjonalizowanie, zachowania altruistyczne, unikanie konfliktów, supeautonomiczna samowystarczalność, było naprawdę uderzające. Podobny związek udowodniono również dla szeregu innych chorób.
Niestety jak już podnosiłam wcześniej lekarze generalnie nie zwracają uwagi na cechy osobowości, nie pytają o przeżycia i sytuacje z życia pacjentów, stres, odczucia, satysfakcję z pracy i związku. Tymczasem to odpowiedzi na te pytania mogą stanowić źródło wiedzy o przyczynach wizyty lekarskiej. Bo wszyscy doświadczamy różnego rodzaju sytuacji stresowych i traum. Ale to nie one prowadzą do chorób, ale to w jaki sposób sobie z nimi radzimy.
Stres jest niezbędną, konieczną reakcją, niezwykle pomocną w radzeniu sobie z wyzwaniami. Ale przewlekły, długookresowy szkodzi nam i fizycznie, i psychicznie. Wynika to z dążenia organizmu do allostazy, czyli zachowania wewnętrznej równowagi w obliczu zmieniających się okoliczności, nawet kosztem długofalowych zniszczeń w razie ustąpienia stresu. To „obciążenie allostatyczne” prowadzi do nadmiernego i przewlekłego uwalniania hormonów (kortyzol, adrenalina), napięcia nerwowego, zaburzeń układu nerwowego a także wyczerpania aparatu stresu. Jednym z czynników, które mogą taki długotrwały stres wywoływać jest tłumienie emocji, wykształcone na przykład jako mechanizm radzenia sobie z traumą na wczesnym etapie życia. Wiele osób funkcjonuje w trybie przetrwania, ignorując własne emocje, co prowadzi do przewlekłego stresu i problemów zdrowotnych.
Więź vs autentyczność
Funkcjonujemy w środowisku, w kontekście relacji, okoliczności społecznych, kultury, historii, rodzinnych i zawodowych konstelacji. Nasz umysł i ciało są kształtowane przez czynniki zewnętrzne. Koncepcją, która fantastycznie połączyła interdyscyplinarne podejście (wiedzę z zakresu neuronauki, psychologii, medycyny, edukacji i innych dziedzin), aby zrozumieć, jak relacje międzyludzkie wpływają na strukturę i funkcjonowanie mózgu oraz na nasze zdrowie psychiczne i emocjonalne jest interpersonalna neurobiologia. Jej kluczowe założenia wyjaśniają, że nasze mózgi nie działają, w oderwaniu od siebie. Nasza fizjologia zależy od innych osób, a stan zdrowia zależy od jakości relacji. Samotność bywa niestety niezwykle skutecznym zabójcą.
Jako istoty ultra-społeczne dążymy do akceptacji i przynależności. Potrzeba więzi, jedna z najsilniejszych ludzkich potrzeb powoduje, że dostosowujemy się do wymagań społecznych. Nawet jeżeli otaczająca nas kultura wspiera „niezdrowy” sposób funkcjonowania. Obecnie obowiązujący model promuje takie cechy jak:
– odruchowa i kompulsywna troska o emocjonalne potrzeby ludzi przy jednoczesnym bagatelizowaniu własnych;
– sztywne identyfikowanie się z rolą społeczną;
– hiperodpowiedzialność
– uzasadnianie własnego istnienia działaniem i dawaniem;
– tłumienie obronnych uczuć agresji i gniewu;
– pielęgnowanie przekonań: jestem odpowiedzialny za samopoczucie innych i nigdy nikogo nie mogę rozczarować.
Powyższe ceny wg autorów książki są uznawane za atuty, kojarzone są ze współczuciem, honorem, pracowitością, lojalnością, uprzejmością, powściągliwością i miłosierdziem.
To tzw. typ C osobowości – idealny wzorzec, z którym powinniśmy się identyfikować wg obecnie obwiązujących społecznych norm. Niestety jest niezwykle sprzyjającym rozwojowi wszelkich chorób, bo pisząc wprost stanowi rezygnację z siebie.
Tak bardzo nam zależy na więzi z innymi, że przyswajamy cechy od nas oczekiwane, splatają się one z naszą tożsamością tak silnie, że wydaje nam się, że to nasz „naturalny sposób funkcjonowania”. Ugruntowują się one w naszym układzie nerwowym, a tak naprawdę są bliznami po utracie kontaktu z własnym ja. Ciągle poszukując zewnętrznych źródeł ulgi (aprobaty, pochwały) podtrzymujemy cechy, które nie są nasze.
A potrzeba bycia wiernym sobie, zdolność kształtowania własnego życia na podstawie wiedzy o sobie, bycia prawdziwym autorem i autorytetem we własnym życiu jest drugą niezwykle silną potrzebą człowieka – potrzebą autentyczności.
W dzieciństwie potrzeba więzi może stać w konflikcie z potrzebą autentyczności, łatwo domyślić się, która zwykle wygrywa.
Toksyny naszej kultury
Potrzeba więzi wykorzystywana jest także przez kapitalizm. Yuval Noah Harari cytowany w „Micie normalności” określa kapitalizm jako pojęcie szersze niż tylko doktrynę polityczną. To „zestaw dyrektyw mówiących ludziom, jak powinni postępować, kształcić swoje dzieci, a nawet myśleć. Jego naczelna zasada głosi, że wzrost gospodarczy jest dobrem najwyższym lub przynajmniej namiastką dobra najwyższego, ponieważ sprawiedliwość, wolność, a nawet szczęście zależą od wzrostu gospodarczego”. To silne przeświadczenie, że materializm jest źródłem szczęścia niestety nie znajduje potwierdzenia w żadnych badaniach.
Rozumienie sukcesu jest oparte jest w nim o zewnętrzne kryteria. Wierzymy w konstrukt co trzeba zrobić by zyskać akceptację, poklask i szczęście, który nie działa. Autorzy przytaczają słowa Ulfa Cappa ówczesnego wiceprezesa ds. zasobów ludzkich w IKEA North America, który przyznał, że „działał wbrew własnym wartościom, aby odnieść sukces. (…) Czterdzieści lat żyłem w amoku. (…) W 99% skupiałem się na sukcesie w kategoriach funkcjonujących w społeczeństwie i korporacji, w której pracowałem. Mój sukces polegał na robieniu tego, czego wymagała korporacja”. Erich Fromm opisywał taki sposób postępowania jako „charakter społeczny” czyli sytuację, w której ludzie zachowują się w określony sposób nie z powodu świadomej decyzji postępowania zgodnie ze wzorem społecznym, ale z chęci działania tak jak muszą. Kryteriami normalności i naturalności stało się to czego się od nas oczekuje.
Prowadzi to do oderwania od samego siebie, nadmiernego utożsamienia się ze społecznie narzuconymi obowiązkami, poczuciem odpowiedzialności kosztem własnych potrzeb, głównie autentyczności.
Nasza kultura kapitalizmu nagradza zachowania, które budują wizerunek pozycję, rangę nawet jeżeli jest to chronicznie stresujące. Ciągły głód konsumpcji (generowany przez chęć podnoszenia swojego statusu materialnego) wytwarza pragnienia, które nie są prawdziwymi potrzebami, a wmówionymi nam przez społeczeństwo „normalnymi pragnieniami”. Wartość człowieka zależy od jego zdolności konsumpcji i umiejętności budowania swojego materialnego statusu.
W pewnym momencie przestajemy pytać „dlaczego”, akceptujemy fakty, które nie powinny być akceptowalne, instytucje społeczne redukują, ograniczają, modyfikują starania oraz kontrolę nad naszym własnym losem.
Ów kapitalizm, także przypisał jednostce „winę” za jej choroby. Ludzie są wyłącznie odpowiedzialni za swoje zdrowie fizyczne i psychiczne na co nie ma zgody obu autorów książki. „To nie jest Twoja wina ani sprawa osobista” – twierdzą. „To kwestia krzywdzącego świata, będącego odbiciem iluzji i mitów kultury, która oderwała się od naszej istoty.” Podkreślają także, że choroba to nie jest rzecz, która się nam przydarza. To zaburzenie równowagi w całym organizmie, którego nie da się oddzielić od indywidualnej przeszłości, kontekstu i środowiska, w którym żyjemy. Jednakże mamy wpływ i sprawczość. Choroba jest pewną kulminacją tego co działo się wcześniej, ale także sugestią jak sprawy mogą (ale nie muszą) potoczyć się dalej.
Uzdrowienie
Możliwość uzdrowienia istnieje. To naturalny postęp ku pełni istnienia. To samoodzyskanie to proces odzyskania utraconych części siebie. Nie należy tego mylić z wyleczeniem, samodoskonaleniem czy próbą zmiany siebie i ulepszenia. To dążenie do pełni istnienia, pełnej autentyczności, proces ponownego łączenia się z wewnętrzymi aspektami samego siebie.
Pierwszym krokiem w tym procesie jest uświadomienie sobie własnego cierpienia, otwarcie się naprawdę o naszym przeszłym i obecnym życiu. Zwykle na to drogę zmiany człowiek wkracza w wyniku niepowodzenia, straty, choroby, udręki lub wyobcowania.
I tu docieramy do sedna tego, jak możemy wziąć odpowiedzialność za nasze zdrowie i jakość życia. Bo „nie możemy nic zrobić ze światem, który stworzył nasz umysł i mógł zaszczepić w nim ograniczające przekonania na temat nas samych i innych. Możemy jednak (…) nauczyć się odpowiedzialności za umysł, przy którego użyciu tworzymy świat przyszłości.”
Cztery zasady zdrowienia to:
1/ Autentyczność
To stan, który przeżywamy, nie da się do niego dążyć, można go uosabiać. Jej brak rozpoznajemy po niepokoju, napięciu, drażliwości, żalu, depresji, zmęczeniu. Odpowiedzi na pytania takie jak: „czy znam swoje wartości”, „czy są prawdy, których nie wyrażam”, „czy podczas ostatniego spotkania z rodziną zanegowałem swoje potrzeby” mogą być pomocne w odkryciu na ile pozwalamy sobie na autentyczność. Zdolność zauważania tych sytuacji, daje nam możliwość reakcji i wyboru w przyszłości.
2/ Decyzyjność
Jej brak jest silnym źródłem stresu. Możliwość decydowania kim jesteśmy i jak się zachowujemy daje nam możliwość kierowania naszym losem. To także sprzyja leczeniu – widoczne w badaniach, iż osoby, które przejmują kontrolę nad własnym leczeniem mają większe szanse na dobre rokowania i szybciej zdrowieją. Decyzyjność to zdolność brania odpowiedzialności za własne istnienie i umiejętność reagowania na istotne dla nas kwestie. Uwidacznia się to na przykład wtedy, kiedy zwracamy uwagę na to, jakie cechy nam dziś już nie służą, choć świetnie sprawdzały się w przeszłości. Decyzyjność to przyznanie sobie prawa do pełnej oceny sytuacji i dokonania wyboru zgodnie ze swoimi wartościami. Bez ulegania presji z zewnętrz.
3/ Gniew
To uczucie, które wskazuje na konieczność obrony naszych granic, które ktoś lub coś narusza. To reakcję na daną chwilę (tu nie należy go mylić z podsycaniem żalu lub pielęgnowaniem urazy). Gniew nie jest sam w sobie ani dobry, ani zły, nie ma na celu wyrządzenia krzywdy, a jego celem jest zachowanie wewnętrznej spójności i integralności. Myślę, że to najbardziej „niedopuszczalne” uczucie w naszym społeczeństwie, szczególnie jak się jest dziewczynką.
4/ Akceptacja
Czy umiemy pozwalać rzeczom, ludziom, sytuacjom na bycie takimi jakie są? Nie oznacza to ani rezygnacji, ani samozadowolenia, ani negacji, ani przymykania oczu. To stworzenie przestrzeni dla uczuć, które w nas się ujawniają, takie jak żal, gniew, smutek, opór, niepokój. Powstrzymywanie ich nie pozwala na swobodny przepływ energii i przyczynia do ich narastania.
Wg Gabora Maté i Daniela Maté jednym z najpotężniejszych narzędzi, które może pomóc nam w uzdrowieniu, umożliwiając korzystne zmiany w fizjologii, psychice i zdrowiu fizycznym jest praktykowanie uważności, wyrozumiałości i współczucia. Wyróżnili aż pięć poziomów współczucia: 1/ zwykłe ludzkie płynące z umiejętności współprzeżywania cierpienia 2/ płynące z ciekawości i zrozumienia (kontekstowe) 3/ płynące z poznania 4/ płynące z prawdy i 5/ płynące z możliwości.
Zanim ciało powie nie
Wspominałam na początku recenzji, że na szczęście nie pozostajemy pozostawieni bez cienia otuchy i nadziei. Autorzy poświęcili ostatni rozdział książki na wskazanie jak poprzez szczerość wobec siebie i innych możemy dbać o nasze zdrowie.
Zrozumienie, że nasza osobowość nie jest nami, jest absolutnie pierwszym krokiem na tej drodze. Zauważenie mechanizmów adaptacji, które ukształtowały ją tak a nie inaczej pozwalają zrozumieć, w jaki sposób nasze ciało prowadziło rejestr i co zapamiętało z naszego życia. To jak jesteśmy ukształtowani nie jest naszą winą, ani naturą, ani decyzją, to często wynik oderwania od samego siebie w materialistycznej kulturze, która za wiele „normalnych” rzeczy uznała te, które służą wzrostowi kapitalistycznemu ale niekoniecznie zdrowiu ludzi.
Dociekanie samego siebie to szukanie odpowiedzi na poniższe pytania, które przytaczam za autorami:
1/ Jakim sprawom mówię „nie” w ważnych dla mnie obszarach życia?
2/ Jak rzutuje na moje życie nieumiejętność odmawiania?
3/ Na jakie sygnały płynące z ciała nie zwracam uwagi?
4/ Jaka historia kryje się pod moją nieumiejętnością odmawiania?
5/ Gdzie nauczyłem się tych historii?
6/ W jakich przypadkach zignorowałem lub stłumiłem w sobie „tak”, które chciało zostać wypowiedziane?
Możliwość była autentycznym to przede wszystkim ogromna praca ze swoimi przekonaniami. Autorzy proponują narzędzie, które często wykorzystywane jest w pracy coachingowej i psychoterapeutycznej. Tu przytoczono model opracowany przez J.M.Schwartza (opisany w książce The Mind and the Brain): 5 kroków, na które składają się:
1. Reasumpcja – uświadomienie sobie przekonania, rozpoznanie go
2. Reatrybucja – przypisanie przekonania swojemu mózgowi, który działa w schematyczny, wyuczony sposób
3. Rekoncentracja – zmiana obiektu skupienia na taki, który daje nam energię i witalność, aby nie dać się pochłonąć niewspierającej myśli
4. Rewaluacja – ustalenie co dało nam dane przekonanie, jakie korzyści i jakie koszty?
5. Re-kreacja – wyobrażenie sobie nowego wspierającego przekonania.
„Mit normalności. Trauma, Choroba i zdrowienie w toksycznej kulturze” to książka, po którą warto sięgnąć z dwóch powodów. Po pierwsze by zwrócić mocniej uwagę na to jak mocno nasz umysł, psychika, emocje, uczucia, osobowość, wpływają na nasze zdrowie. Po drugie by sobie uświadomić moc naszego sprawstwa i wpływu. Gdyby autorzy Gabor Maté i Daniel Maté zdecydowali się więcej miejsca przeznaczyć na ten drugi powód, obszerniej opisać jak sobie radzić, to ta książka byłaby dla mnie lekturą bezdyskusyjnie top – ocenianą najwyżej w skali. Nie skłoniła do refleksji. Zatrzymała. Nie pozwoliła przejść obojętnie. Wracałam do jej fragmentów. Trochę nawet się z nią boksowałam. Polecam gorąco, aczkolwiek nie jest to moim zdaniem lekka lektura na wakacje lub sympatyczny wieczór z książką, która ma wprawić nas w dobry nastrój.
